Zakaz handlu w niedziele, czyli apokalipsa dla dorobkowiczów!

Sporo mówiło się ostatnio o podpisaniu przez Prezydenta ustawy wprowadzającej zakaz handlu w niedziele. Jak to ludziom zatruto i do maksimum utrudniono życie, bo co drugi weekend będzie jeden dzień, w którym nie będą mogli sobie kupić bułeczki, czy tam piwka… Trzeba będzie robić zakupy na zapas! Kuurła, jakby jakaś wojna atomowa szła normalnie! Oczywiście najgłośniej drą japy dorobkowicze, którzy sami wygodnie pracują sobie na jedną zmianę od poniedziałku do piątku. Jak teraz biedaczki będą żyć, gdy w niedzielę nie pójdą do galerii?! Jak odnaleźć na nowo sens życia, nie zatracić się w szaleństwie i trwać na przekór tej brutalnej rzeczywistości, co nie? Ech…

Popularnym argumentem osób cierpiących na ból czterech liter z powodu nowej ustawy jest fakt, że „przedstawiciele innych zawodów dalej muszą tyrać w niedziele. Dlaczego nie dać w ten dzień wolnego ratownikom medycznym, lekarzom i policjantom?” Oczywiście mówią to z nutką ironii i ja rozumiem o co chodzi. Ale sami sobie takim gadaniem rzucają kłody pod nogi ;);)
Jak ktoś dostanie w niedzielę zawału, to bez ratownika medycznego nie przeżyje. Czy nie przeżyje również bez możliwości zakupu ciasteczka w sklepie lub nowego ciuszku w galerii? No, jeśli ktoś miałby dostać zawału z tego powodu to mamy faktycznie ogromny minus nowego rozporządzenia – przez nosaczy shoppingu służba zdrowia będzie podwójnie styrana akcjami reanimacyjnymi… Przynajmniej dopóki ludzie nie nauczą się z tym jakoś żyć ;)
Ale no chwila… Przecież tylu tych nowoczesnych rurkowców i innych „postępowców” wciąż życzy sobie, żeby w Polsce było jak na Zachodzie. A tam w niemal każdym kraju obowiązuje taki zakaz lub przynajmniej znaczne ograniczenie. Więc w czym problem?

W wyniku tej całej akcji przypomniał mi się wpis, w którym mówiłem o różnicach między życiem w mieście i na wsi. Przynajmniej jednej z nich się teraz pozbędziemy. O ile mieszczuchy przywykły do tego, że wszystko dookoła jest otwarte (nieraz całodobowo), o tyle wielu mieszkańców wsi (zwłaszcza tych najmniejszych i najbardziej odludnych) praktycznie nie odczuje różnicy. Tak – spora liczba małych miejscowości nie ma dużych marketów, a jedynie mini samy, które w siódmy dzień tygodnia są nieczynne. I ludzie żyją! Serio ;)

Na koniec dodam jeszcze dwie rzeczy:
Po pierwsze — współczuję pracownikom sklepów i usługodawcom w galeriach, którzy teraz dzięki weekendowym nawykom sporej części zdurniałego społeczeństwa będą mieć podwójny zapierdol w soboty.
Po drugieczy wiecie, że ta ustawa MUSIAŁA wejść akurat teraz, jako zasłona dymna dla nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi? Wszyscy gadają o niedzielnym handlu, „dzięki” czemu nikt nie burzy się, że od przyszłego miesiąca między godz. 22 a 6 nie kupimy już nigdzie alkoholu oraz że otrzymamy mandat za picie W KAŻDYM MIEJSCU PUBLICZNYM, nie mogąc się już wykpić, że to nie park, plac ani ulica – jak było do tej pory…
Chyba że ktoś się nie burzy, bo uważa to za słuszne. Ale kretynom tego typu będzie w całości poświęcony kolejny wpis.

Komentarze