Klient vs. sprzedawca - (nie)śmieszny konflikt

-Dzień dobry, dzwonię w imieniu sieci komórkowej X. Chcielibyśmy zaproponować panu pakiet darmowych minut do wykorzy….
- NIE JESTEM ZAINTERESOWANY!!!
Koniec połączenia.

Dwa dni później, przy piwku ze szwagrem:
- Ej szwagier, gdzie jest Marian?
- Nie wiem, zadzwoń do niego… Albo czekaj, ja zadzwonię! Mam pakiet darmowych 120 minut do wykorzystania.
- Jak to? 120 minut za darmo? A do kiedy?
- Dopóki nie wykorzystam. Aktywowali mi za friko.
Kuurła, też bym tak chciał! Ty masz pewnie jakiś pakiet biznesowy… O mnie to tak nie dbają!
- Wiesz no, zadzwonili do mnie i zaproponowali, to wziąłem…
- Chyba się przejdę do tego salonu i z nimi pogadam. Bo szarego człowieka to mają gdzieś i sami z takim czymś nie wyjdą…!

Następnego dnia w salonie sieci X:
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
Kłaniom się. Widzi pani, bo mój szwagier dostał od was taki pakiet z darmowymi minutami. Czemu ja nie mam? Też bym chciał taki zamówić.
- Już sprawdzam….
- Szybciej, bo mi się spieszy…!
- Proszę chwileczkę zaczekać…
- No niechże się pani uwija, noo!!!
Yyyy… No to… Proszę pana, mieliśmy taki pakiet, uruchamialiśmy go naszym klientom do końca minionego tygodnia w ramach promocji. Obecnie jest już niemożliwy do aktywowania. W zamian możemy zaproponować panu 30 darmowych minut, wymiennych na 100 SMS-ów. Koszt aktywacji wyniesie 5 zł.
- Co?! Kurłaa! Ja chcę tamten pakiet!
- Mówię, że nie mogę panu go aktywować!
- Jakby się pani postarała, to by mi pani załatwiła! Tylko musiałoby się pani chcieć pracować! Bla bla bla bla blablaaaaa….

Wiesz, do czego zmierzam, drogi Czytelniku? Oczywiście, że wiesz :)


Sprzedawca wychodzi do klienta


Ilekroć firmy wysyłają w teren lub usadawiają przed słuchawką swoich sprzedawców, aby ci oferowali rozmaite produkty i usługi potencjalnym klientom, wszyscy czują irytację. WSZYSCY!
Klient – bo zawraca mu się głowę.
Sprzedawca – bo jest rugany za wykonywanie swojej pracy i czuje presję przełożonego.
Szef sprzedawcy – bo podwładny nie umie pozyskać klientów.

Przełożony to w istocie paskudny gad. Najpierw zatrudnia człowieka, a później ma do niego pretensje, że ten nie umie wykonywać swoich obowiązków. To znaczy ni mniej nie więcej, że musi wymienić specjalistów ds. rekrutacji, skoro nie umieją pozyskać kogoś, kto spełnia wymagania. Albo takich zatrudnić, jeśli sam zajmuje się rekrutacją ;) Oczywiście problem polega na tym, że do sprzedaży przyjmują każdego, mimo że nie każdy umie to robić. Więc może niech zmieni wymagania albo najlepiej branżę, jeśli widzi, że na rynku nie ma zbyt wielu „urodzonych sprzedawców”…

Klient nie pojmuje, że w 99% przypadków sprzedawca wychodzi do niego nie z własnej woli, lecz z polecania przełożonego. Jego to nie obchodzi. Nie będzie szukał szefa sprzedawcy, żeby go opierdolić. Najcieńszą linią oporu wyładowuje złość na człowieku, który robiąc coś, czego szczerze nienawidzi, wypruwa sobie żyły, żeby mieć na chleb. No i najważniejsze… On nigdy nic nie potrzebuje! A potem ma pretensje, że firma X o niego nie dba, bo nie dostał tego, co dostał sąsiad, który… wysłuchał telemarketera do końca ;)

Sprzedawca to najgorszy drań! Zawraca głowę non stop, dzwoni 100 razy…! Prawda? NIE! Sprzedawca wykonuje polecenia przełożonego, żeby mieć co włożyć do gara. Gdyby ten człowiek nie wychodziłby do Ciebie z ofertą przez telefon, to wyszedłby do Ciebie na ulicy… brudny, obdarty i śmierdzący. I nic by Ci nie oferował, a prosił… o 30 gr, 5 zł, bułkę…

Ale lepiej powiedzieć telemarketerowi „nie zawracaj mi głowy!” a menelowi „weź się za robotę!”. Logika zasranych dorobkowiczów, bananowców i Januszy z „fachem w ręku”…

Klient przychodzi do sprzedawcy


Kiedy interesant wbija do sklepu, liczy, że wszystko załatwi w kilka sekund, sprzedawca będzie oczekiwał go z otwartymi ramionami i w mig rozwiąże jego problemy, niczym dżin z zaczarowanej lampy.

Ten sam typ, który nienawidzi, gdy zawraca mu się głowę przez telefon lub zaczepia w domu, tudzież na ulicy oczekuje, że w odwrotnej sytuacji sprzedawca nadal będzie tak chętny do załatwienia mu najlepszej oferty lub sprzedania czegoś ekstra w mega promocyjnej cenie. I nie rozumie, dlaczego gość za ladą posuwa się jak mucha w smole, jest nieuprzejmy, nie zna się na asortymencie… Przecież w interesie sprzedawcy jest powitać go jak króla i zadbać o niego, żeby nie uciekł do konkurencji! ON JUŻ TO ROBIŁ GŁĄBIE! Ale wtedy miałeś to gdzieś… ;)

Sprzedawca musi obsłużyć choćby najgorszego chama zgodnie z najwyższymi standardami i spełniać wszystkie zachcianki klienteli. Jeśli tak postępuje i robi to sprawnie, dokładnie wg. prośby klienta, to wszystko jest ok. Ale jeśli jest nieuprzejmy i niemiły, to świat się wali! Dla klienta to niezrozumiałe, że obsługa firmy X nie traktuje go z „należytym” szacunkiem! Lecz, co dziwne – szacunek połączony z nadmiernym zainteresowaniem, czyli np. oferowaniem dodatków też jest zły! Podobnie wygląda z „niedoszkolonym” personelem – jeżdżą po nich jak po burej suce, bo praca nie jest całym ich życiem!

A gdzie tu szef? Czeka, aż klient złoży skargę na tego nieroba, bo w jego miejsce chciałby już posadzić jakiegoś Ukraińca za 2 razy niższą pensję. Albo sam próbuje przyłapać go na najdrobniejszym błędzie, by móc potrącić mu coś z pensji. A ponadto ruga podwładnego, że nie zrobił czegoś mega-zajebiście, mimo że sam ani nie umie tego zrobić, ani tym bardziej porządnie nauczyć.

A na koniec powiem Wam…

Żałuję, że nie żyjemy w czasach jarmarcznych przekupek, które przekrzykując się między sobą, samodzielnie walczyły o każdego klienta, jaki przyszedł na targ z myślą zakupu. Wystarczyło jedynie przekonać go do siebie samodzielnie stworzonymi akcjami marketingowymi, tudzież hasłami bardziej donośnymi lub zabawniejszymi niż u babska z konkurencyjnego stoiska. Bez sieci podwładnych, pozyskiwanych hurtowo spośród absolwentów studiów humanistycznych, na siłę „przekwalifikowywanych” na „urodzonych sprzedawców”.
Samodzielne rękodzieła i rzemiosła, połączone ze sklepami na miejscu, które później zastąpiły manufaktury (zakłady, fabryki) i sklepowe dystrybucje też chyba były dla nas najlepsze, patrząc na poziom intelektualny (i kulturalny) rasy ludzkiej… Albo przynajmniej większości narodu polskiego.



Zgadzasz się? Napisz mi czemu tak/nie w poniższych komentarzach lub na fejsbuku.

ZOBACZ TEŻ:

1. Dlaczego nie wstąpiłem do policji?

2. 10+ irytujących tekstów klientów

3. Jason Hunt vs. sprzedawcy: Gerard polemizuje

4. Co robić w niehandlowe niedziele? 10+ porad dla dorobkowiczów (i nie tylko)

5. Czy na pewno wiesz, czym jest prawdziwe życie?

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Częściej niż może się to wydawać. W Polsce niektórzy zbyt dosłownie rozumieją maksymę "klient nasz pan".
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Bardzo prawdziwy i życiowy artykuł. Sprzedawcy mają przerąbane, wiem sama była, nie długo ale wystarczajaco by najeść się nerwów i stresu. Klienci czasem nie wiadomo skąd się urwali i czego chcą ale to wszystko zalezy po ktorej stronie kasy jesteśmy. Kazdemu z nas pewnie zdazylo sie narzekac na jakiegos pracownika, ktory np dopiero sie uczyl albo po prostu nie mógł nam pomóc bo coś tam nie od niego zależało. Czasy kiedy można było się ze swoim towarwm rozstawić i nawoływać bez problemu były piękne. Zwłaszcza własnie dla fanów rękodzieła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba były najpiękniejsze czasy, bo do masowego, hurtowego i detalicznego handlu kapitalistycznego polskie społeczeństwo jeszcze nie dorosło. Narzekanie na pracownika to domena ludzi, którzy 1) Jeszcze nigdy nie pracowali 2) Dorobili się w innych branżach 3) Są typowymi Januszami-robolami 4) Sami nie pracują nigdzie.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. kiedyś byłam sprzedawcą i nie chce więcej! właśnie między innymi przez klientów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedziemy na tym samym wózku :D Ale przynajmniej rozumiesz temat - mam nadzieję ;)
      Btw. jak jest chamski sprzedawca to źle, ale np. jak są kasy samoobsługowe to jednak zaczyna się narzekanie, że ktokolwiek mógłby człowieka obsłużyć :D Januszeria na całego ;)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Staram się wysłuchać zawsze do końca. Chyba, że na sto procent wiem, że coś co oferuje dany telemarketer, na pewno nie jest mi potrzebne, wtedy przepraszam i mówię, że żeby niepotrzebnie nie zajmować osobie czasu, to nie jestem zainteresowana póki co i bardzo dziękuję. Nie wyobrażam sobie robić scen takim osobom, za to, że po prostu... Wykonują swoją pracę. I jakby nie było wkurzające 20 telefonów tygodniowo (chociaż mi się nic nie zdarzyło takiego), to przecież to dzwonią różne osoby, wykonujące podobną pracę i nie ma powodu, żeby się na którejś z nich wyżywać. Tym bardziej, że skoro ktoś do mnie dzwoni, to musiałam ten numer gdzieś udostępnić, a skoro udostępniam, to godzę się na dzwonienie do mnie. Czytanie regulaminów ze zrozumieniem + nauczenie się słuchania drugiego człowieka i szczypta wyrozumiałości i od razu można inaczej. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej! Nie mam nic do dodania, może poza zaakcentowaniem, że można sprzedawcy odmówić bardziej po ludzku niż odkładaniem telefonu z trzaskiem po wykrzyczeniu "nie jestem zainteresowany!" Bo takie zachowanie jest na niższym poziomie kultury niż u przeciętnego przedszkolaka.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. No cóż, sama jestem sprzedawcą, ale nigdy nie dzwonię pierwsza do klienta i nie wciskam mu nic, czego by nie potrzebował. Telemarketingu i tym podobnych nie zrozumiem nigdy. I bardzo, ale to bardzo nie lubię, kiedy ktoś wydzwania do mnie po tysiąc razy oferując mi bubel, którego nie potrzebuję. Jeśli natomiast przychodzi do mnie klient, który ma problem lub potrzebę, to mu ją zaspokajam i zawsze staram się w niego wczuć i odgadnąć czego potrzebuje. Lubię swoją pracę, a najlepszą motywacją jest dla mnie radość w oczach klientów i poczucie, że to co im sprzedaję jest zgodne z tym, czego potrzebują, a dodatkowo niesie za sobą spory ładunek pozytywnych emocji. Pracy nie zamieniłabym w tej chwili na żadną inną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telemarketerzy to ludzie, którzy wykonują swoją pracę bo nieraz w ich okolicy nie ma dla nich innych zajęć... Kultura wymaga uprzejme wymienienie kilku uprzejmych słów. Lepiej żeby taki człowiek zamiast do Ciebie dzwonić zaczepił Cię brudny na ulicy i prosił o 30 groszy? Bo większość takich osób to ci, którzy nie mieli odwagi m.in. podjąć tego typu "pracy dla każdego"...
      Mam teorię, że nienawiść do tych telefonów wynika z jakiegoś schorzenia lub nieprzystosowania społecznego - bo ja osobiście lubię z telemarketerem zamienić kilka zdań, nawet dla zabawy.
      Poza tym - do mojego szwagra zadzwonili kiedyś z banku i zaproponowali taką ofertę jakiej ja mogę sobie wyłącznie pomarzyć. I czekam po dziś dzień aż zadzwonią... Tak, byłem w oddziale, akurat nie mieli tam dla mnie takiej oferty ;)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Ciekawie posłuchać punktu widzenia drugiej strony, ale mimo wszystko uważam, że telemarkerzy bywają naprawdę irytujący i niemili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważam, że telemarketer w żaden sposób ani mi ani Tobie ani nikomu innemu nie wyrządza krzywdy. A gdyby nie pracował i podszedł do Ciebie na ulicy prosząc o 30 groszy, wtedy dopiero mogłabyś mówić o irytującym i niemiłym zachowaniu. Zwłaszcza, że w mieścinie w której kiedyś mieszkałem takie zaczepki kończyły się nieraz kosą po odmowie zaczepianego. A dostałaś kiedyś kosę od telemarketera...? Wątpię :D
      Ja lubię rozmawiać z takimi ludźmi - czasem mają do zaproponowania coś naprawdę dobrego, a w ostateczności po prostu grzecznie odmawiam. Nieraz po prostu mnie nie stać na proponowane oferty ;)
      A z telemarketerkami lubię przechodzić na odmienne tematy xD Myśl o mnie co chcesz ;p Nieraz rozweselam im ponure dni - wtedy i mój robi się lepszy.
      Przykład: raz zadzwoniła do mnie pani z jakąś ofertą w piątkowy wieczór. Powiedziałem do słuchawki, że jej szef jest jakimś popierdolonym tyranem skoro każe jej pracować w taki dzień o takiej porze :) Druga strona ryczała ze śmiechu ;) Ale lepiej krzyknąć NIE JESTEM ZAINTERESOWANY i potem zastanawiać się czemu wszyscy Polacy chodzą jak z kijem w dupie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. 🤣🤣 dobry tekst. Oby szef Tego nie odsłuchał bo chyba teraz to wszystko nagrywają

      Usuń
    3. Przeciwnie - oby odsłuchał i się nad sobą tępy ciul zastanowił ;) Powiedziałem to specjalnie, bo wiedziałem, że to nagrywają i słyszą wszystko ;)

      Usuń
  7. Pracuję w handlu prawie 10 lat i nie jest to łatwy chleb. Mimo to nie do końca zgadzam się, bo czasem po drugiej stronie faktycznie siedzą naciągacze i oferują np. z orange jakieś promocje i oferty a idę później do salonu i mówią, że nie było czegoś takiego w ofercie. Mama raz się nacięła na taką ofertę z telekomunikacji i bezwiednie przeszła do innej tp coś tam. No starszy człowiek, nie zrozumiała wszystkiego i się zgodziła mówiąc zwykłe TAK które zostało nagrane i wykorzystane. Kara przyszła z tp za zerwanie umowy ponad 1000 zł.
    Nie ufam nikomu kto przedstawia mi oferty przez telefon. Jeśli chce, podejdę sobie do salonu.
    Maż też miał za plecami nachalnie dzwoniący numer który coś tam za darmo niby chcieli dać. Dziś nie ma nic za darmo, bo jest nieopłacalne i mimo że dwa razy powiedział uprzejmie - dziękuję, ale nie potrzebuję numer dzwonił.
    Kiedys też od mamy koleżanka się zadłużyła: a przyjdź pani po darmowe garnki. Poszła. Wcisnęli jej papierek do popisania miała niby w ostateczności zapłacić 100zł a przyszedł rachunek, dopisali dwa zera i wyszło 10 000. Udowodnisz? komu i jak? Twój podpis, twoje dane.
    Więc nie odbieram nigdy obcych telefonów, nie rozmawiam z proponującymi że coś ZA DARMO dostanę.

    Jestem sprzedawcą , kasjerem, siedzę tez na masarni, wykładam towar i wpisuję kilka faktur dziennie. Lubię swoją pracę ale nie lubię uszczęśliwiać na siłę. Mogę zaproponować pomoc, mogę doradzić. Mogę podsunąć inne rozwiązanie ale nie siedzę jak na CPNie i słyszę to wymuszone: mamy wodę destylowaną na promocji po 2zł... A weź pan, a kup pan tamto bo taniej.
    No to tyle :) uściski Gerard.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie ma się pewności to nie ma sensu się zgadzać na wszystko co proponują. Ja z reguły nie kupuję od tych ludzi nic, bo i zazwyczaj mnie na to nie stać. Ale nie trzaskam słuchawką i nie drę się: NIE JESTEM ZAINTERESOWANY! tylko gadam sobie chwilę z ludziem, jak to jest akurat pani to kieruję rozmowę na nieco odmienne tory ;) Ale np. do mojego szwagra zadzwonili z ofertą z banku, którą przyjął od razu, a o której ja mogę pomarzyć. Po dziś dzień czekam aż zadzwonią w tej sprawie - w oddziale mówili, że to tylko dla luksusowych klientów :( Choć z drugiej strony... Kto wie czy już kiedyś nie dzwonili ale ja jeszcze przed zdobyciem doświadczenia w handlu, jak każdy gówniarz rozłączyłem się, nie dając sprzedawcy dojść do słowa.

      Kasjer też ma przesrane, tak samo jak sklepowy magazynier - nie, te funkcje nie zawsze są w sklepie połączone o czym gawiedź zazwyczaj nie wie i woła magazyniera żeby przyszedł na kasę xD

      A co do telefonistów, to dorzucę jeszcze to, co zaznaczam tu wszystkim: gdyby telemarketer nie wychodziłby do Ciebie z ofertą przez telefon, to wyszedłby do Ciebie na ulicy… brudny, obdarty i śmierdzący. I nic by Ci nie oferował, a prosił… o 30 gr, 5 zł, bułkę…

      Chwilowo jestem na stażu w banku, ale jak się to skończy to nie wiem co zrobię. Mam przeciwwskazania do pracy fizycznej, a do redakcji lub biur e-commerce i podobnych ciężko się przebić. Zajebiście ciężko - bo próbuję bez powodzenia już od 3 lat. Jak myślisz, gdzie potencjalnie wyląduję?

      Usuń
    2. Mimo to, gdziekolwiek będziesz życzę aby chlebodawca był 'ludziem', normalnym 'ludziem' traktujących swoich pracowników z szacunkiem.
      No oczywiście, życzę abyś po 3 latach wreszcie udało się Tobie dostać do wymarzonej pracy.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Dzięki. Teraz mam pewna sytuację do końca stycznia, potem się będzie wszystko rozstrzygać ;)

      Usuń
  8. Niestety klienci często bywają trudni, irytujący i wymagają niemal cudów... Jeśli chodzi zaś o sprzedawców... Cóż, zazwyczaj wysłuchuję do końca, gdy sprzedawca dzwoni i chce przedstawić mi jakąś ofertę. Wychodzę z założenia, że to jego czas, a i mnie może dana oferta przypaść do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu komentarz od cywilizowanego człowieka! Dziękuje i pozdrawiam uprzejmie :)

      Usuń
  9. Ja również ucinam od razu wszelkie telefony od sprzedawców, marketerów etc. Powód jest prosty: kupuję wtedy, gdy chcę coś kupić. Nie wtedy, gdy ktoś akurat chce mi coś sprzedać. Poza tym dzwoniący omijają prawo, ponieważ nigdy i nigdzie nie wyrażam zgody na działania marketingowe, a oni i tak to robią. Ostatnio Orange wprost wychodzi ze skóry, żeby wcisnąć mi światłowód, którego na razie nie chcę. Przyjdzie pora, gdy się na niego zdecyduję i sam zamówię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego ucinasz od razu? Masz aż tak zajęte życie? Bo ja też nie kupuję nic przez telefon, chociaż... Raz do mojego szwagra zadzwonili z ofertą z banku, którą przyjął od razu, a o której ja mogę pomarzyć. Po dziś dzień czekam aż zadzwonią w tej sprawie - w oddziale mówili, że to tylko dla luksusowych klientów :( Ale nawet jeśli nie kupuję, to pogadam chociaż chwilę, wysłucham do końca albo przynajmniej grzecznie wytłumaczę, że naprawdę dany produkt/usługa nie jest dla mnie lub po prostu mnie na niego nie stać. Z reguły ten argument kończy rozmowę - bo brak zainteresowania można potencjalnie odmienić, a biedy się nie przeskoczy.

      Poza tym zaznaczam raz jeszcze: gdyby telemarketer nie wychodziłby do Ciebie z ofertą przez telefon, to wyszedłby do Ciebie na ulicy… brudny, obdarty i śmierdzący. I nic by Ci nie oferował, a prosił… o 30 gr, 5 zł, bułkę… A niekiedy takie typy potrafią zakończyć konwersację kosą pod żebra. Wątpię żeby sprzedawca zrobiłby mi coś takiego przez telefon ;) Ale lepiej powiedzieć telemarketerowi „nie zawracaj mi głowy!” a menelowi „weź się za robotę!”, co nie?

      Serio, mam teorię, że nienawiść do tych telefonów wynika z jakiegoś schorzenia lub nieprzystosowania społecznego - bo ja osobiście lubię z telemarketerem zamienić kilka zdań, nawet dla zabawy.

      I wybacz Przyjacielu, bo oczywiście masz prawo myśleć tak jak myślisz i mieć własne zdanie, ale jednocześnie uważam, że warto przemyśleć takie podejście. Bo jeśli sam pracujesz, to czemu miałbyś nie uszanować pracy innych? A jeśli wydaje Ci się, że prziecież innej pracy na rynku jest dużo... Cóż - chwilowo jestem na stażu w banku, ale jak się to skończy to nie wiem co zrobię. Mam przeciwwskazania do pracy fizycznej, a do redakcji lub biur e-commerce i podobnych ciężko się przebić. Zajebiście ciężko - bo próbuję bez powodzenia już od 3 lat. Jak myślisz, gdzie potencjalnie wyląduję? Umiejętności ścisłych raczej nie posiadam - taki umysł :/ więc i na zatrudnienie w banku nie mam później co liczyć po stażu. Btw. przez rok byłem bezrobotny tylko dlatego, że nie chciałem wracać do call center :)

      Mam nadzieję, że przemyślisz podejście do tematu :D
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz! :)

      Usuń
  10. No niestety. Ja się nasłuchałam miliard takich historii i traktowania mojej mamy na recepcji luxmed. Co chwila zbiera opieprz bo procedury jej czegoś zabraniają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgłośniej drą się albo ci, którzy nie pracują, albo ci, którzy nigdy nie byli zmuszeni pracować w ten sposób - bo np. mają fach albo inne umiejętności, przez co myślą, że są lepsi od innych. Szkoda mi takich ludzi.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Reakcje klientów na telefony często wynikają z tego, że wiele z nich jest po prostu oszustwami. Ofertami obliczonymi na to, że człowiek, decydując w pośpiechu i bez namysłu, nie dopyta o szczegóły, nie zwróci uwagi na "haczyk". Dodatkowo często bywamy nagabywani przez firmy, którym nigdy nie udostępnialiśmy numeru telefonu, a został on wybrany "w drodze losowania" i "nie można go wykreślić z bazy, bo baza nie istnieje". Co więcej - jeśli powiem dzwoniącemu "nie mogę w tej chwili rozmawiać, czekam na ważny telefon/jestem w pracy/itp.", najczęściej kontynuuje on gadanie, dopytując "a dlaczego", "a czy mogę jeszcze zadać pytanie". I choć bardzo tego nie lubię, czasem jedynym wyjściem jest po prostu odłożenie słuchawki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesadzasz. Wystarczy kupić worek treningowy i wyżywać się na nim, a nie na niewinnych ludziach ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Bycie sprzedawcy jest bardzo ciężkie ze względu na klientów, nie chciałabym nim być :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nigdy nie chciałem, o ile nie wiązałoby się to z prowadzeniem prywatnego sklepiku z luksusowymi alkoholami (w cenach odstraszających żuli) lub księgarni/antykwariatu w kamiennych zakamarkach historycznego, starego miasta.
      Niestety rynek pracy w Polsce wymusza na nas czasem decyzje do tej pory nieakceptowalne, choćby po to... żeby mieć co włożyć do gara i przeżyć kolejny dzień :/
      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Ja jestem dość odporna na takie promocje, więc mają ze mną ciężko🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też przez telefon nigdy nic nie kupuję, ale jestem uprzejmy dla sprzedawcy - przecież telefonem nie wyrządza mi żadnej krzywdy. A gdyby nie miał pracy i chodził po ulicy, zaczepiając ludzi to nie wiadomo do czego były zdolny. Jeśli pracujesz, to szanuj czyjąś pracę - skąd wiesz jakie realia zatrudnienia panują w miejscu z którego dana osoba dzwoni? Może to inwalida, który urodził się w mieście słynącym z przemysłu? Jeśli nie pracujesz (jeszcze), to módl się, aby nigdy nie trafić do takiego zawodu. Nie mówię bezpośrednio do Ciebie (choć też), ale tak ogólnie do wszystkich czytelników.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Ja już swoje w handlu odrobilam, nie był to łatwy czas, dlatego do wszystkich sprzedawców podchodzę z szacunkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać nic ująć! Pozostali czytelnicy - uczcie się od tej Pani!!! :)
      Pozdrawiam ciepło i serdecznie! :)

      Usuń
  15. Jak mieszkałam w PL pracowałam w Empiku... klienci potrafili być na prawdę być okrutni. Pamiętam jak jedna pani rzuciła do koleżanki bardzo nie miłe słowa, że jesteśmy robalami bez wykształcenia. Tymczasem w Empiku pracowali ludzie po studiach i studiujący :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staaandard... Nie ma co sie przejmować takimi hasłami. Jeżdżenie po wykształceniu wynika zazwyczaj z zakompleksienia. Tamta pani najprawdopodobniej była typowym nerdem w szkole gnojonym przez ludzi, którzy nie poszli na studia w późniejszym czasie :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  16. Praca z ludźmi to ciężki kawałek chleba, choć bywa różnie miło też czasem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnie bywa, to wiadomo. Ale fakt jest taki, że nie każdy ma rozwinięte "umiejętności interpersonalne" czy np. sprzedażowe, a do takich prac przyjmują każdego, kto wysławia się w miarę artykułowanymi zdaniami...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  17. Całe szczęście, że nie muszę być sprzedawcą.
    Niestety krew mnie zalewa kiedy mówię nie a osoba pp drugiej stronie nie rozumie.
    Nie jestep typową Grażyną bo jest gorzej. Jestem Bożena:p
    Bożena, dorobkiewiczka, córka rolnika :P
    W mojim wychłowaniu nie to nie i godanio nima.
    Koże Januszowi telefun wywolać przez łokno a potym siem dziwie, że mi nie kcom reklamacji łuznać.
    Takie to dziadziska sum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na Twój profil i te kosmetyki czy inne sraty jakie reklamujesz stwierdzam z wielkim zdziwieniem, że jesteś normalną osobą. Dlatego zastanawia mnie dlaczego na moim blogu komentujesz jak pryszczaty hejter z fake konta albo niedorowzój?
      Nie każdy ma bloga po to żeby pokazywać sukieneczki i stylizacje. Niektórzy non-profitowo poruszają ważne tematy lub po prostu piszą ciekawostki niezapchane po brzegi reklamami - tak po prostu, dla siebie ;) Jeśli nie traktujesz tego typu stron poważnie, to proszę nie wypisuj mi tu więcej bzdur. Jeśli zmienisz zdanie zapraszam do kulturalnej polemiki.

      Usuń
  18. Sama sprzedawcą nie jestem, ale z tego co mówi moja znajoma klienci są bardzo trudni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie kupujesz wyłącznie przez internet to możesz sama zaobserwować wiele takich zachowań na codzień w sklepach ;) Trzeba tylko nabrać odpowiedniej perspektywy. I tak - to co mówi Twoja znajoma to prawda. Niektórzy ludzie nie potrafią uszanować kompletnie czyjeś pracy i wysiłku w nią włożonego...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  19. Świetnie ujęty problem! Nawiązaując do dzwoniących z super hiper ofertą to irytują mnie te telefony niezmiernie, ale zdaje sobie sprawę, że nikt nie dzwoni dla przyjemności, a to po prostu jego praca, więc nie ma problemu. Jednak są sprzedawcy, czy konsultanci, którzy po odebraniu telefonu nie pozwalają mi dojść do słowa, nie słuchają i rozłączenie się jest jedynym ratunkiem. Natomiast nie znoszę chamstwa w stosunku do pracownika, popędzanie go, robienie wymówek, czy wyrzucanie nieuzasadnionych pretensji. Podstawą powinien byc szacunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przed rozłączeniem zawsze przerywam dzwoniącemu i wyjaśniam dlaczego to z czym dzwoni nie jest przeznaczone dla mnie ;) Boję się dnia kiedy sytuacja życiowa znów zapędzi mnie na takie stanowisko, choć mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  20. Niestety nie lubię żadnej sprzedaży telefonicznej chociaż jak dzwonią z pakietem minut do zaoferowania to słucham bo czasem warto :) Nie mam tez pretensji do dzwoniących, to logiczne wszak, że sami niczego na siłę nie robią tylko z polecenia. A że mało kto się do sprzedaży telefonicznej nadaje to już inna historia. Zresztą jako handlowiec z wieloletnim stażem na stanowiskach kierowniczych i przyjmujących ludzi do pracy w handlu detalicznym sądzę, że w ogóle mało kto się do tego nadaje i nie jest to takie proste jak pozornie wygląda... I wykształcenie nie ma tu nic do rzeczy bo często ludzie po studiach, z wyższym wykształceniem byli mniej rozgarnięci niż tylko po maturze czy zawodówce. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak szef ostatnio kazał mi dzwonić (mam dość ogólne, wielozadaniowe stanowisko) to przekonałem go, że o wiele bardziej nowoczesnym kanałem pozyskiwania klientów są social media i ogólna inwestycja w e-commerce. Teraz po części pozyskuję ludzi tradycyjnie, po części zamieniam się w social media managera - czyli lekko skręcam nawet w stronę swojego wykształcenia :)
      Ludzie po studiach w 99% wręcz nie nadają się do telemarketingu i zapierdolu na sklepie. Bo ci po zawodówkach się na to nastawiali - znałem kiedyś takiego gościa, który pracował w sklepie bo to był zaplanowany przez niego tor kariery...!!! Ci po studiach, to niedoszli managerowie z półrocznym bezrobociem na koncie po opuszczeniu uczelni. Nie ma się co dziwić, że są "nierozgarnięci". Oni pracują jakby robili to za karę bo czują, że w istocie tak jest - ale do gara trzeba coś włożyć i rachunki popłacić...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  21. Jeśli dzwoni moj operator to rozmawiam. Najgorzej jak dzwoni firma X której Nie znam- od razu pytam skąd maja mój numer - maszyna wylosowała wrrrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co mnie to skąd mają mój numer? Dobra szczerze... Trzeba być ignorantem żeby nie wiedzieć, że całe społeczeństwo jest pod kontrolą i "góra" wie o nas wszystko. Martwisz się, że jakaś firma ma Twój nr. telefonu? A mnie martwi, że policja - organ represji - po podaniu moich danych do centrali może sprawdzić moją kartotekę a nawet to czy mój telefon nie jest skradziony. Ale jak firma X ma Twój nr. telefonu to jest dziwne i straszne? Nie sądzę ;)

      Usuń
  22. Zdecydowanie bardziej preferuję, gdy to klient zwraca się do mnie. Wiem, że jest zainteresowany oferowanymi przeze mnie usługami i nie muszę się martwić, że potraktuje mnie w taki sposób, w jaki opisany przez Ciebie klient potraktował konsultanta na infolinii. Zazwyczaj reklamowałem się w wyszukiwarce Google, chociaż nie ukrywam, że zastanawiam się aktualnie nad tym czy nie włączyć w swój plan marketingowy portali społecznościowych. Najprawdopodobniej skorzystałbym przy tym z oferty firmy https://fabrykamarketingu.pl/reklama-na-facebooku/, która ma ogromne doświadczenie w reklamie na Facebook'u.

    OdpowiedzUsuń
  23. Sam również jestem przedsiębiorcą, ale zdecydowanie bardziej wolę, gdy klient zbawiony odpowiednio przygotowaną reklamą sam do mnie przychodzi. Nie chciałbym nikogo nękać czy to telefonami, czy też w inny sposób, dlatego nie wyobrażam sobie pozyskiwania klientów za pośrednictwem telemarketingu. Za to zupełnie odmienne zdanie mam na temat opisanej w tym artykule: http://adnext.pl/baza-wiedzy/reklama-internetowa/ reklamy internetowej. Myślę, że z jej pomocą można naprawdę skutecznie pozyskiwać klientów.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Drogi Czytelniku!
Zawsze doceniam szczere komentarze. Jeśli masz kompletnie odmienne zdanie - pisz! Uwielbiam polemikę i kulturalną wymianę poglądów.

Jednak proszę, daruj sobie niezwiązane z treścią dwu-trzy wyrazowe papki w stylu "fajny wpis" czy "nie moja bajka". Nie czytałeś/aś - nie promuj się u mnie!

Możesz zostawić link do siebie na końcu wiadomości - z chęcią się odwdzięczę.